poniedziałek, 12 maja 2008

Weekend w Głębinowie

Z okazji komunii Kubusia (Marcina chrześniaka), pojechaliśmy na weekend do Głębinowa nad jezioro koło Nysy. Od nas to raptem godzinka jazdy, 60 km.

Pogoda była prześliczna. Słonko, lekki wiaterek i 25 stopni.
Zaliczyliśmy spacerki nad brzegiem jeziora, nawet pomoczyłam nogi w wodzie.
Piesek był za to calusieńki mokrusieńki.
Wiocha rewelacyjna. Można wynająć łódki, motorówki, skutery, narty, kajaki i inne atrakcje wodne.
Na każdym rogu bar rybny. Czysta plaża (przynajmniej teraz - przed sezonem).
Tutaj dorastała Marcina bratowa, Ania, więc całą wiochę zna, a połowa wynajmujących pokoje, to jej bliższa lub dalsza rodzina. ;O)
Rodzinę ma wielką. 2 siostry + brat. Każdy ma swoją połówkę i dwoje dzieci. To nam daje 8 dorosłych + 8 dzieci w wieku od 9 miesięcy do 9 lat. Jak wszyscy zejdą się na raz do domu Ani mamy, to się robi niezłe zamieszanie i wszechobecny rejwach...
Wspaniale mieć taką rodzinę. Wszyscy się ze sobą przyjaźnią, pomagają sobie. Dzieci się sobą wzajemnie opiekują i wszystkie bawią się razem.

Wieczorkiem obowiązkowe pifko w barze nad jeziorkiem.

Komunia o 10. Marta była 1 raz w kościele. Połowę mszy przespała, a jak zaczęli śpiewać, to słuchała z szeroko otwartymi oczami.
Ksiądz przez całą mszę się uśmiechał, a kazanie miał bardzo osobiste i ciekawe. Skierowane do chłopców, ale ja również słuchałam z zainteresowaniem. Komunię brało zaledwie 4-ch chłopców, co tu jest nie lada wydarzeniem, bo są roczniki w których nie ma ani jednego komunisty. ;O)
Oczywiście był to Kuba i dwóch kuzynów. Jeden chłopiec nie z rodziny.
Kubuś dostał od swojego chrzestnego aparat fotograficzny. ;O)

Potem była impreza w przepięknym miejscu nad jeziorem. 90 osób. Więcej niż na moim weselu. ;O)
Ale komunistów było 3-ch. ;O)
Nie ma co więcej pisać, zaraz wrzucę zdjęcia do galerii.

Brak komentarzy: