Produkcja reklamy Dove.
Nic dziwnego, że mamy zniekształcone postrzeganie piękna.
Kochana żona, aktywna mama, uzależniona internautka, kinomaniaczka, rodowita Wrocławianka...
środa, 14 maja 2008
poniedziałek, 12 maja 2008
Weekend w Głębinowie
Z okazji komunii Kubusia (Marcina chrześniaka), pojechaliśmy na weekend do Głębinowa nad jezioro koło Nysy. Od nas to raptem godzinka jazdy, 60 km.
Pogoda była prześliczna. Słonko, lekki wiaterek i 25 stopni.
Zaliczyliśmy spacerki nad brzegiem jeziora, nawet pomoczyłam nogi w wodzie.
Piesek był za to calusieńki mokrusieńki.
Wiocha rewelacyjna. Można wynająć łódki, motorówki, skutery, narty, kajaki i inne atrakcje wodne.
Na każdym rogu bar rybny. Czysta plaża (przynajmniej teraz - przed sezonem).
Tutaj dorastała Marcina bratowa, Ania, więc całą wiochę zna, a połowa wynajmujących pokoje, to jej bliższa lub dalsza rodzina. ;O)
Rodzinę ma wielką. 2 siostry + brat. Każdy ma swoją połówkę i dwoje dzieci. To nam daje 8 dorosłych + 8 dzieci w wieku od 9 miesięcy do 9 lat. Jak wszyscy zejdą się na raz do domu Ani mamy, to się robi niezłe zamieszanie i wszechobecny rejwach...
Wspaniale mieć taką rodzinę. Wszyscy się ze sobą przyjaźnią, pomagają sobie. Dzieci się sobą wzajemnie opiekują i wszystkie bawią się razem.
Wieczorkiem obowiązkowe pifko w barze nad jeziorkiem.
Komunia o 10. Marta była 1 raz w kościele. Połowę mszy przespała, a jak zaczęli śpiewać, to słuchała z szeroko otwartymi oczami.
Ksiądz przez całą mszę się uśmiechał, a kazanie miał bardzo osobiste i ciekawe. Skierowane do chłopców, ale ja również słuchałam z zainteresowaniem. Komunię brało zaledwie 4-ch chłopców, co tu jest nie lada wydarzeniem, bo są roczniki w których nie ma ani jednego komunisty. ;O)
Oczywiście był to Kuba i dwóch kuzynów. Jeden chłopiec nie z rodziny.
Kubuś dostał od swojego chrzestnego aparat fotograficzny. ;O)
Potem była impreza w przepięknym miejscu nad jeziorem. 90 osób. Więcej niż na moim weselu. ;O)
Ale komunistów było 3-ch. ;O)
Nie ma co więcej pisać, zaraz wrzucę zdjęcia do galerii.
Pogoda była prześliczna. Słonko, lekki wiaterek i 25 stopni.
Zaliczyliśmy spacerki nad brzegiem jeziora, nawet pomoczyłam nogi w wodzie.
Piesek był za to calusieńki mokrusieńki.
Wiocha rewelacyjna. Można wynająć łódki, motorówki, skutery, narty, kajaki i inne atrakcje wodne.
Na każdym rogu bar rybny. Czysta plaża (przynajmniej teraz - przed sezonem).
Tutaj dorastała Marcina bratowa, Ania, więc całą wiochę zna, a połowa wynajmujących pokoje, to jej bliższa lub dalsza rodzina. ;O)
Rodzinę ma wielką. 2 siostry + brat. Każdy ma swoją połówkę i dwoje dzieci. To nam daje 8 dorosłych + 8 dzieci w wieku od 9 miesięcy do 9 lat. Jak wszyscy zejdą się na raz do domu Ani mamy, to się robi niezłe zamieszanie i wszechobecny rejwach...
Wspaniale mieć taką rodzinę. Wszyscy się ze sobą przyjaźnią, pomagają sobie. Dzieci się sobą wzajemnie opiekują i wszystkie bawią się razem.
Wieczorkiem obowiązkowe pifko w barze nad jeziorkiem.
Komunia o 10. Marta była 1 raz w kościele. Połowę mszy przespała, a jak zaczęli śpiewać, to słuchała z szeroko otwartymi oczami.
Ksiądz przez całą mszę się uśmiechał, a kazanie miał bardzo osobiste i ciekawe. Skierowane do chłopców, ale ja również słuchałam z zainteresowaniem. Komunię brało zaledwie 4-ch chłopców, co tu jest nie lada wydarzeniem, bo są roczniki w których nie ma ani jednego komunisty. ;O)
Oczywiście był to Kuba i dwóch kuzynów. Jeden chłopiec nie z rodziny.
Kubuś dostał od swojego chrzestnego aparat fotograficzny. ;O)
Potem była impreza w przepięknym miejscu nad jeziorem. 90 osób. Więcej niż na moim weselu. ;O)
Ale komunistów było 3-ch. ;O)
Nie ma co więcej pisać, zaraz wrzucę zdjęcia do galerii.
piątek, 9 maja 2008
"Nietykalni"
Elliot Ness organizuje grupę ludzi, aby przy użyciu wszelkich możliwych sposobów doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości Chicagowskiego króla podziemi Ala Capone.Powiedziałabym, że to film gangsterski z elementami komedii.
Mistrzowska gra aktora, który ma mój ulubiony filmowy głos - Sean Connery.
Główną rolę gra też niezły Kevin Costner. Robert De Niro jako Al Capone.
Myślałam, że tytuł odnosi się do bandy Ala Capone, że to gangsterzy są nietykalni przez wymiar sprawiedliwości. Okazało się, że jest inna interpretacja. Grupa 4-ch policjantów, którzy nie dają się złapać (dotknąć) wszechobecnej łapie bandy Capone.
Jako młodej mamy najbardziej wzruszyła mnie scena na dworcu z wózkiem zjeżdżającym po schodach... Ufff...
Moja ocena filmu 6/10:









wtorek, 6 maja 2008
Nauczyła się
Chyba głodówka poskutkowała.
Co prawda wczorajszy dzień był niefajny. Co chwila próby, krzyk, płacz, wyginanie się.
Marta głodna, smutna, spocona od krzyków.
Ja to przeżyłam nawet spokojnie.
Wczoraj zjadła (.) o 6 rano, a potem cały dzień może 80 ml mleka między krzykami niechcący połknęła.
Jakoś wiedziałam, że nic jej nie będzie. Zdrowe dziecko nie da sobie zrobić krzywdy. Poza tym tak na prawdę jej nie głodziłam. W końcu co pół godziny - godzinę dostawała jedzenie, tylko że nie w takiej formie jak by chciała.
Wieczorem prawie dostałam opierdziel od Marcina, że niby Marta może się przez głodówki źle rozwijać... W głębi duszy wiedziałam jednak, że nie robię jej nic złego.
Dopiero o 19 zdecydowała się bez płaczu ani krzyku wciągnąć butlę.
Wypiła ok 180 ml!
Prawie płakałam ze szczęścia.
Na noc dostała dwa (.), dziś rano też jednego. I dopiero ok 11 znów zjadła butlę. :O)
Udało się. Teraz będę jej dawać flachę raz - dwa dziennie, żeby nie zapomniała.
Co prawda wczorajszy dzień był niefajny. Co chwila próby, krzyk, płacz, wyginanie się.
Marta głodna, smutna, spocona od krzyków.
Ja to przeżyłam nawet spokojnie.
Wczoraj zjadła (.) o 6 rano, a potem cały dzień może 80 ml mleka między krzykami niechcący połknęła.
Jakoś wiedziałam, że nic jej nie będzie. Zdrowe dziecko nie da sobie zrobić krzywdy. Poza tym tak na prawdę jej nie głodziłam. W końcu co pół godziny - godzinę dostawała jedzenie, tylko że nie w takiej formie jak by chciała.
Wieczorem prawie dostałam opierdziel od Marcina, że niby Marta może się przez głodówki źle rozwijać... W głębi duszy wiedziałam jednak, że nie robię jej nic złego.
Dopiero o 19 zdecydowała się bez płaczu ani krzyku wciągnąć butlę.
Wypiła ok 180 ml!
Prawie płakałam ze szczęścia.
Na noc dostała dwa (.), dziś rano też jednego. I dopiero ok 11 znów zjadła butlę. :O)
Udało się. Teraz będę jej dawać flachę raz - dwa dziennie, żeby nie zapomniała.
poniedziałek, 5 maja 2008
Nauka picia z butli
Kilka razy próbowaliśmy wcześniej z Marcinem nauczyć Martę picia z butelki. Po to, że jak ja zachoruję, czy wyjadę, to ona przeżyje bez (.). Niestety nie udawało się. Kupiłam 4 butelki. Z każdej Marta wypiła raz, a drugi raz już nie chciała. :O(
Dziś postanowiłam znów spróbować. Wyczytałam, że dziecko nie chce zwyczajnie butli, jak ma (.) obok. Mówią, że trzeba dzieciaka przegłodzić, to w końcu wypije, co mu się da. Albo żeby dawać tylko butlę przez 2 dni bez (.).
Zobaczymy... Trochę to hard-corowo brzmi...
Na razie dzisiaj Marta zjadła (.) o 6, a potem od 10 do 12 co chwila próbowałam jej dawać butlę Aventa i NUK.
Krzyk i łzy. :O(
Połknęła parę łyków niechcący między krzykami...
Teraz usnęła trochę jednak głodna.
Dziś postanowiłam znów spróbować. Wyczytałam, że dziecko nie chce zwyczajnie butli, jak ma (.) obok. Mówią, że trzeba dzieciaka przegłodzić, to w końcu wypije, co mu się da. Albo żeby dawać tylko butlę przez 2 dni bez (.).
Zobaczymy... Trochę to hard-corowo brzmi...
Na razie dzisiaj Marta zjadła (.) o 6, a potem od 10 do 12 co chwila próbowałam jej dawać butlę Aventa i NUK.
Krzyk i łzy. :O(
Połknęła parę łyków niechcący między krzykami...
Teraz usnęła trochę jednak głodna.
"27 sukienek"
Komedia romantyczna całkiem odgapiona od "Jak stracić chłopaka w 10 dni"."Wieczna druhna" Jane organizuje śluby wszystkim możliwym znajomym, a sama nie ma dla siebie czasu. Oczywiście faceta brak.
Na początku pojawia się upierdliwy pisarz, o którym od razu wiadomo, że to TEN.
Młodsza siostra bohaterki zaczyna kręcić z szefem Jane, w którym ona się sekretnie podkochuje.
Pisarz okazuje się być reporterem z gazety, który pisze artykuł o wiecznej druhnie.
Siostra okłamuje szefa Jane, aby mu się przypodobać. Zaręczają się. Jane zaczyna organizować im ślub.
Pisarz pisze artykuł. Redaktorka puszcza artykuł. Jane się dowiaduje. Pisarz chce się wytłumaczyć. Ona nie chce.
10 ostatnich minut filmu to happy end dla wszystkich możliwych wątków.
Zakończenie wiadome od początku.
Poza kilkoma śmiesznymi dialogami, film średni.
Moja ocena filmu 5/10:









piątek, 2 maja 2008
"Motyl i skafander"
Wyobraź sobie...Budzisz się w szpitalu, koło Ciebie chodzą ludzie i coś mówią, a Ty się nie możesz ruszyć, ani nic powiedzieć.
Koszmar.
Okazuje się, że miałeś wypadek i jesteś sparaliżowany. Nie możesz ruszać niczym poza powiekami.
To prawdziwa historia redaktora francuskiego ELLE pokazana z jego perspektywy - osoby uwięzionej we własnym ciele.
Bardzo dziwny film. Jednocześnie smutny i chwalący życie.
Moja ocena filmu 5/10:









czwartek, 1 maja 2008
niedziela, 27 kwietnia 2008
Pierwszy raz na działce
W niedzielę Marta była pierwszy raz na działce.
Była jak zwykle moja babcia i dziadek, poza tym Jajko i Domin.
No i ja z Martą. Marcinek czekał w domu na transport z IKEI naszej nowej wielkiej szafy. :O)
Nie ma to jak porządna dawka świeżego powietrza.
Pogoda była śliczna.
Marta jak zwykle trochę pospała, pojadła, pourzędowała.
Fajnie było.
Od tej pory będziemy jeździć przy każdej okazji na działkę.
Była jak zwykle moja babcia i dziadek, poza tym Jajko i Domin.
No i ja z Martą. Marcinek czekał w domu na transport z IKEI naszej nowej wielkiej szafy. :O)
Nie ma to jak porządna dawka świeżego powietrza.
Pogoda była śliczna.
Marta jak zwykle trochę pospała, pojadła, pourzędowała.
Fajnie było.
Od tej pory będziemy jeździć przy każdej okazji na działkę.
środa, 23 kwietnia 2008
"Nie wszystko złoto co się świeci"

Dziś drugi raz byłyśmy z Martą w MultiBabyKinie.
Tym razem na komedii przygodowej o rozwodzącej się parze, która poszukuje skarbów i oczywiście po znalezieniu skarbu się z powrotem hajtają. ;O)
Sam film to żadna rewelacja, ale te widoczki hawajskie...
Marta większość filmu obejrzała ze mną, troszkę zjadła i troszkę się zdrzemnęła w wypożyczonym siodełku.
Potem mały spacerek z moją mamą i do domu.
Moja ocena filmu 6/10:









Subskrybuj:
Posty (Atom)