...czyli świetna reklama kanału Discovery.
Znaleziona na blogu zjadamyreklamy.blox.pl
Kochana żona, aktywna mama, uzależniona internautka, kinomaniaczka, rodowita Wrocławianka...
czwartek, 1 maja 2008
niedziela, 27 kwietnia 2008
Pierwszy raz na działce
W niedzielę Marta była pierwszy raz na działce.
Była jak zwykle moja babcia i dziadek, poza tym Jajko i Domin.
No i ja z Martą. Marcinek czekał w domu na transport z IKEI naszej nowej wielkiej szafy. :O)
Nie ma to jak porządna dawka świeżego powietrza.
Pogoda była śliczna.
Marta jak zwykle trochę pospała, pojadła, pourzędowała.
Fajnie było.
Od tej pory będziemy jeździć przy każdej okazji na działkę.
Była jak zwykle moja babcia i dziadek, poza tym Jajko i Domin.
No i ja z Martą. Marcinek czekał w domu na transport z IKEI naszej nowej wielkiej szafy. :O)
Nie ma to jak porządna dawka świeżego powietrza.
Pogoda była śliczna.
Marta jak zwykle trochę pospała, pojadła, pourzędowała.
Fajnie było.
Od tej pory będziemy jeździć przy każdej okazji na działkę.
środa, 23 kwietnia 2008
"Nie wszystko złoto co się świeci"

Dziś drugi raz byłyśmy z Martą w MultiBabyKinie.
Tym razem na komedii przygodowej o rozwodzącej się parze, która poszukuje skarbów i oczywiście po znalezieniu skarbu się z powrotem hajtają. ;O)
Sam film to żadna rewelacja, ale te widoczki hawajskie...
Marta większość filmu obejrzała ze mną, troszkę zjadła i troszkę się zdrzemnęła w wypożyczonym siodełku.
Potem mały spacerek z moją mamą i do domu.
Moja ocena filmu 6/10:









środa, 9 kwietnia 2008
"Juno"
Pierwszy raz w kinie od prawie roku...Super było. Mimo, że z dzieciakiem. :O)
Marta większość filmu obejrzała ze mną. Nic dziwnego, wokół ciemno i jedna wielka, kolorowa ruszająca się ściana.
Trochę pospała.
Film całkiem fajny. Po trailerze myślałam, że będzie taki sobie, a okazał się niezły.
16-latka zachodzi w ciążę z przyjacielem i wymyśla, że odda dziecko parze, która nie może mieć własnego. (Czemu u nas nie ma takiej możliwości??)
Sytuacja się trochę komplikuje, ale zakończenie i tak jest happy. :O)
Niektórzy mówią, że film jest cukierkowy, ale mi się takie podobają.
Moja ocena filmu 7/10:










Od tej pory będziemy chodzić do MultiBabyKina co tydzień. :O)
Jeśli oczywiście Marcin nie zabierze auta.
Aha, tutaj są informacje o MultiBabyKinie.
poniedziałek, 7 kwietnia 2008
Marchewka
Marta skończyła 4 miesiące, zatem zaczynamy ze stałymi pokarmami.
Na pierwszy ogień poszła marchewka. Zaledwie kilka łyżeczek.
Posmakowało.
Marta aż się trzęsie jak widzi zbliżającą się łyżeczkę.
Szybko zorientowała się, że należy wtedy szeroko otwierać dziubek.
Od teraz codziennie coraz więcej marchewki, za tydzień jabłuszko, a za kolejne tygodnie następne warzywka i owoce.
Na pierwszy ogień poszła marchewka. Zaledwie kilka łyżeczek.
Posmakowało.
Marta aż się trzęsie jak widzi zbliżającą się łyżeczkę.
Szybko zorientowała się, że należy wtedy szeroko otwierać dziubek.
Od teraz codziennie coraz więcej marchewki, za tydzień jabłuszko, a za kolejne tygodnie następne warzywka i owoce.
sobota, 29 marca 2008
"Zaczarowana"
Młoda dziewczyna z animowanej krainy zakochuje się w księciu. Zła królowa (Susan Sarandon) postanawia się jej pozbyć i wyrzuca ją z królestwa wprost na ulice Nowego Jorku.Giselle w balowej sukni przemierza ulice szukając Księcia Edwarda. Znajduje jednak zwykłego nowojorczyka Patricka i zakochuje się w nim.
Edward w międzyczasie ucieka ze swojego królestwa w poszukiwaniu ukochanej.
Patrick ma narzeczoną, a Giselle swojego księcia.
Zakończenie nie będzie jednak takie oczywiste. ;O)
Oczywiście happy end jak nic.
Bardzo kolorowa i taneczna bajeczka. :O)
Giselle co chwila śpiewa.
Jak ja. :O)))
Moja ocena filmu 6/10:









wtorek, 5 lutego 2008
Pieprzyk!
Marta ma pieprzyk. :O)))
Nic dziwnego razem z Marcinem mamy w sumie setki pieprzyków.
Teraz rodzinnie mamy setki plus jeden.
Marty pieprzyk znajduje się (mam nadzieję, że nie obrazi się na mnie za to kiedyś) na dupce. Dokładniej na samym środku lewego półdupka.
Jest śliczny.
Czekamy na kolejne.
Nic dziwnego razem z Marcinem mamy w sumie setki pieprzyków.
Teraz rodzinnie mamy setki plus jeden.
Marty pieprzyk znajduje się (mam nadzieję, że nie obrazi się na mnie za to kiedyś) na dupce. Dokładniej na samym środku lewego półdupka.
Jest śliczny.
Czekamy na kolejne.
poniedziałek, 24 grudnia 2007
WIGILIA
W tym roku pierwszy raz Wigilia była u nas. :O)
Marta była za mała, żeby się tarabanić po mieście.
Pyyyyyycha żarełko...
Cała rodzinka w komplecie...
Prezenty i choinka.
Czego chcieć więcej...
Jako karmiąca mama miałam ograniczone możliwości próbowania wigilijnych potraw, ale nie było źle. Zjadłam prawie wszystko po trochu. ;O)
Marta była za mała, żeby się tarabanić po mieście.
Pyyyyyycha żarełko...
Cała rodzinka w komplecie...
Prezenty i choinka.
Czego chcieć więcej...
Jako karmiąca mama miałam ograniczone możliwości próbowania wigilijnych potraw, ale nie było źle. Zjadłam prawie wszystko po trochu. ;O)
piątek, 7 grudnia 2007
NARODZINY MARTY
środa, 5 grudnia 2007
22:00 - Zaczęły mi odchodzić wody. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to wody i spokojnie poszłam spać.
czwartek, 6 grudnia 2007 (Mikołajki)
12:00 - Jajko przywiozła mnie do szpitala. Wcześniej dzwoniłam do gina - powiedział, że nie ma co czekać. To już może być to. ;O)
W szpitalu opierdziel, że dopiero teraz przyjechałam. ;O)
21:00 - Gin mówi: "Proszę iść spać, nic się nie dzieje, jutro się zacznie".
22:00 - Obdzwoniłam całą rodzinę, że idziemy spać i położyłam się spać.
22:05 - Pierwszy skurcz. Od razu były co 7 min i coraz częściej. Przez dwie godziny łaziłam po korytarzu i jedyne o czym myślałam to WDECH i WYDECH.
piątek, 7 grudnia 2007
0:00 - Położna przeniosła mnie z patologii ciąży na porodówkę. Skurcze co 4-5 min, rozwarcie na kilka palców. Przyjechał Marcin.
1:30 - Skurcze parte się zaczynają. Rozwarcie chyba na dwa metry... Wycieczka do ubikacji, która trwała wieki.
2:00 - Położna: "Przyj!!" Marcin: "Otwórz oczy!!"
2:25 - Marta: "Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa..."
To było cudowne.
Taka ciepła kluska cała w śluzach leżała mi na brzuchu.
Mój dzidziuś. Moja kruszynka.
10 punktów w skali Apgar, 53 cm, 3350 gr.
22:00 - Zaczęły mi odchodzić wody. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to wody i spokojnie poszłam spać.
czwartek, 6 grudnia 2007 (Mikołajki)
12:00 - Jajko przywiozła mnie do szpitala. Wcześniej dzwoniłam do gina - powiedział, że nie ma co czekać. To już może być to. ;O)
W szpitalu opierdziel, że dopiero teraz przyjechałam. ;O)
21:00 - Gin mówi: "Proszę iść spać, nic się nie dzieje, jutro się zacznie".
22:00 - Obdzwoniłam całą rodzinę, że idziemy spać i położyłam się spać.
22:05 - Pierwszy skurcz. Od razu były co 7 min i coraz częściej. Przez dwie godziny łaziłam po korytarzu i jedyne o czym myślałam to WDECH i WYDECH.
piątek, 7 grudnia 2007
0:00 - Położna przeniosła mnie z patologii ciąży na porodówkę. Skurcze co 4-5 min, rozwarcie na kilka palców. Przyjechał Marcin.
1:30 - Skurcze parte się zaczynają. Rozwarcie chyba na dwa metry... Wycieczka do ubikacji, która trwała wieki.
2:00 - Położna: "Przyj!!" Marcin: "Otwórz oczy!!"
2:25 - Marta: "Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa..."
To było cudowne.
Taka ciepła kluska cała w śluzach leżała mi na brzuchu.
Mój dzidziuś. Moja kruszynka.
10 punktów w skali Apgar, 53 cm, 3350 gr.
piątek, 1 czerwca 2007
12 tydzień :D
Jestem już na końcu 12 tygodnia. To oznacza końcówkę I trymestru.
Mój dzieciaczek ma już wszystkie narządy, nóżki, rączki, a nawet paluszki i paznokcie.
Wszystkie nowe struktury organizmu już się wykształciły. Teraz dzieciak będzie tylko rósł.
Z końcem I trymestru bardzo spada ryzyko poronienia. To znaczy, że fasolka się porządnie zagnieździła i dobrze rozwinęła.
Lada dzień początek II trymestru. W końcu będę mniej zmęczona. W końcu będę mogła pójść na basen i na rower...
Teraz jeszcze tylko 28 tygodni i koniec.
Od tego momentu zamiast martwić się o poronienie, martwię się o sam koniec... Bo to co mi w brzuchu rośnie, jak już urośnie, będzie chciało ten brzuch opuścić... Ha...
Ciekawe, jak...
Mój dzieciaczek ma już wszystkie narządy, nóżki, rączki, a nawet paluszki i paznokcie.
Wszystkie nowe struktury organizmu już się wykształciły. Teraz dzieciak będzie tylko rósł.
Z końcem I trymestru bardzo spada ryzyko poronienia. To znaczy, że fasolka się porządnie zagnieździła i dobrze rozwinęła.
Lada dzień początek II trymestru. W końcu będę mniej zmęczona. W końcu będę mogła pójść na basen i na rower...
Teraz jeszcze tylko 28 tygodni i koniec.
Od tego momentu zamiast martwić się o poronienie, martwię się o sam koniec... Bo to co mi w brzuchu rośnie, jak już urośnie, będzie chciało ten brzuch opuścić... Ha...
Ciekawe, jak...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


